Ministory - Fotel, który zagrał przyszłość.

Kadry z filmu, przywracając fotelowi jego filmową rolę.

Mebel, który wyglądał jak jutro

Są meble, które dobrze wyglądają w kadrze, i są takie, które sprawiają, że kadr zaczyna wyglądać jak przyszłość. RM 58 Romana Modzelewskiego należał do tej drugiej kategorii — jego organiczna, bezszwowa forma już w latach 50. wydawała się bardziej obietnicą niż odpowiedzią na pytanie, jak powinien wyglądać fotel. Nic więc dziwnego, że w środowisku łódzkich artystów szybko dostrzeżono jego scenograficzny potencjał.

Najpierw był film

Filmowa historia RM 58 zaczęła się od „Ósmego dnia tygodnia” Aleksandra Forda, gdzie pojawił się w scenie sklepu meblowego, lecz film został zatrzymany przez cenzurę i na swoją polską premierę czekał ćwierć wieku. Później fotel pojawił się także w „Panu Anatolu szuka miliona”, wpisując swoją wyrazistą sylwetkę w modernistyczne wnętrza warszawskiego Żoliborza. To krótkie epizody, ale wystarczające, by pokazać, że RM 58 od początku miał coś, czego scenografia filmowa szczególnie potrzebuje: własną obecność.

Kiedy fotel wylądował na autostradzie

Najbardziej niezwykłą rolę dostał jednak w „Gdzie jesteś, Luizo?” Janusza Kubika — filmie z 1964 roku, w którym latający talerz, kosmici i eksperymenty na ludziach tworzą rzeczywistość tyleż futurystyczną, co osobliwie niepokojącą. W jednej ze scen czarny RM 58 stoi samotnie na pustej drodze, a jego połyskująca skorupa wygląda mniej jak mebel, a bardziej jak przedmiot, który pomylił epoki i właśnie wylądował na Ziemi. To właśnie tutaj jego filmowa rola staje się wyjątkowa — fotel przestaje być elementem scenografii i sam zaczyna budować wyobrażenie przyszłości.

Po napisach końcowych

Dziś, kiedy RM 58 wrócił do produkcji dzięki marce VZÓR, jego filmowa przeszłość nabiera dodatkowego znaczenia — oglądamy projekt, który nie tylko przetrwał próbę czasu, ale kiedyś potrafił przekonać filmowców, że wystarczy postawić go w odpowiednim miejscu, aby zwyczajna przestrzeń przestała być zwyczajna.

...

Jego powrót jest więc czymś więcej niż przypomnieniem ikony polskiego designu: to ponowne spotkanie przedmiotu z przestrzenią, dla której został stworzony niemal jak bohater drugiego planu. I chyba dlatego, patrząc dziś na jego fotografie, można mieć lekkie podejrzenie, że RM 58 nadal czeka na kolejnego reżysera — albo przynajmniej na kogoś, kto odważy się postawić go tam, gdzie nikt jeszcze nie spodziewa się zobaczyć fotela.

Przedmiot z innej planety